Bo to Polska właśnie.. ileś lat temu wstecz też zdarzył się podobny wypadek - remontowana była linia kolejowa, i część pociagów musiała jechać 'pod prąd'. W sytuacji, w której maszynista musi jechać po jednym torze, przeciwnym do swojego toru jazdy, musi mieć pisemny nakaz. Tyle, że tych wiele lat temu maszynista wiedział o tym, że ma jechać pod prąd, na semaforze dostał sygnał zezwalający na jazdę, nie miał jednak pisemnego nakazu jazdy. Maszynista ruszył, i kilka minut później doszło do zderzenia. Wczoraj musiało dojść do czegoś podobnego - jednak w Polsce system bezpieczeństwa ruchu kolejowego jest w tak opłakanym stanie, że maszyniści mogli bezwiednie poruszać się ku sobie.
Na niektórych portalach podaje się, że pociągi miały prędkość rzędu 110-130 km/h. Moim zdaniem (wszystko się oczywiście wyjaśni,wydobyto czarne skrzynki) pociągi nie mogły tyle jechać - po pierwsze, przy 130 km/h z obydwu składów zostałaby góra złomu - a wykoleiły się 'tylko' łącznie dwie lokomotywy i trzy wagony, reszta stoi nietknięta na torach - po drugie, podobno był to ciągle modernizowany kawałek torów, więc ustawowo prędkość nie mogła być wyższa niż 40 km/h. Oczywiście to tylko teorie - zapewne niedługo odczytane zostaną rejestratory a wtedy wszystko będzie wiadomo dokładnie..